Menu

autodestrukcja

zostawić wszystko i uciec do śmierci.to takie proste i... egoistyczne.

Ja naiwna, lecz z nadzieją.

fallina

Ostatnio przestałam się czymkolwiek przejmować. Nic mnie nie obchodzi. Jakiś głos w mojej głowie powtarza ciągle "Co cię to obchodzi, przecież i tak niedługo umrzesz". Ale to jest tak okropnie naiwne... Przecież nie tak łatwo jest umrzeć. Za każdym razem, wychodząc z domu jest we mnie nadzieja, że coś mi się wreszcie stanie. Ale nic się nie dzieje! To nierozsądne tkwić wciąż w tej nadziei. Zaniedbam wszystkie swoje sprawy, a śmierć i tak nie przyjdzie.

Chyba muszę się wziąć w garść. Na nikogo nie można liczyć, nawet na śmierć.

Ostatnio strasznie się rozpiłam, często chodzę do mojego ulubionego pubu. W godzinach popołudniowych jest tam całkiem sporo ludzi. Lubię takie zadymione miejsca, wszyscy są lekko znużeni. To zabawne, ale dla zmęczonych, styranych ludzi właśnie pub jest miejscem, gdzie mogą odetchnąć, mimo że zamiast powietrza pomieszczenie jest wypełnione dymem papierosowym.

Tak więc, ostatnio zrobiłam się strasznie obojętna na wszystko. Przestałam się spinać. A wiadomo, że w dzisiejszych czasach jak ktoś zaczyna być zrelaksowany i nie działa pod presją, to szybko wypada z gry. Choć to może wina tej pory roku.. Czerwiec - nienawidzę go. Myślę, że gdy przyjdzie moja ukochana zima, wszystko wróci do normy. Znowu zacznę się przejmować byle błahostką, znowu popadnę w rutynę i będę tkwić w tym głębokim smutku, który zawsze ogarnia mnie na zimę. Być może to chore, ale lubię ten stan. Przyzwyczaiłam się do niego.

Nie lubię zmian, a właśnie teraz zmienił się mój stosunek do życia. Próbuję to odkręcić, ale to trudne.

Czekam z utęsknieniem aż to wszystko się skończy....

© autodestrukcja
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci